Uwaga, jeżeli nie działa (bo gdzieniegdzie może nie działać z przyczyn mi nieznanych - może chodzi o wersję flasha) tu jest link zastępczy.
Po wczorajszym karaoke przyszła pora na zimowe szaleństwo na Piaskach. Zamarznięty Zalew Wiślany ma niepowtarzalny klimat. Aż się nie chce, żeby wiosna przychodziła za szybko…
Było kul, leciałem w zastępstwie za worek z cementem, który poczuł się dziś chory i testowaliśmy na mnie wyciągarkę z nowym układem hamującym. Jednym z bardziej zabawnych momentów było to, kiedy w walkie-talkie usłyszałem następujący dialog, a właściwie nerwowe pokrzykiwania:
- cholera, hamulec w wyciągarce się zepsuł
- jak się mógł zepsuć?!?
- no nie hamuje, linka się wypuszcza!
- no to mamy problem!
Taaak, se pomyślałem, WY macie problem a nie JA, 70m nad ziemią :D a potem dobiegł mnie z walkie-talkie głos Bartka, mega spokojny niczym profesjonalnej stewardessy - tak żeby mnie nie zdenerwować: “Przemek, będziemy zaraz awaryjnie lądować”. O rly? :)
Ale na poważnie, to zero stresu, pełen profesjonalizm, bezpieczeństwo w każdym calu. Tyle samo startów co lądowań - choć w tym sporcie nie może być inaczej - wszystkie szybkie, łatwe, mięciutkie i przyjemne. Widoki nieziemskie - morze, wąski pas Mierzei Wiślanej, chmury kładące się na taflę lodu… Pure pleasure. Chcę jeszcze!


